Raz Pan Wiolin szedł przez dźwięki
i napotkał dwie ósemki,
Później spotkał trzy ćwierćnuty,
które brzmiały jak koguty.
Przeszedł takt i zszedł na drugi,
gdzie tańczono boogie-woogie.
W trzecim były szesnasteczki,
które miały dwie kreseczki.
Całą frazę przeszedł Pan, który mówił:
„Jestem sam.
Chciałbym kogoś mieć przy sobie,
bo to fajne i wygodne.”
Tak Pan Wiolin zyskał fis ,a do tego cis i gis.
Tak już grano i śpiewano, wszystko brzmiało –tak być miało.
Zszedł z trzeciego na takt czwarty ,w którym były takie żarty:
tu synkopa , tu półnuta , cała nuta i ćwierćnuta.
Zszokowany ,załamany postanowił zrobić zmiany.
Pozostawił ,więc półnutę i synkopę ,i ćwierćnutę.
Z całą nutą zrobił tak:
Dodał ją w ostatni takt.
Joanna Chyłek
Paulina Chyłek